Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124

Nie dasz rady rano? Wieczór też jest dobry na trening.
Dziś bez rozkmin. Dziś króciutko. To był ciężki dzień, ale choć zaczął się kiepsko, na jego końcu czekała niespodzianka. Życiówka. I nie tylko.
Miałem jak zwykle pobiegać rano, ale gdy budzik zadzwonił o 7:15 wiedziałem, że to się nie uda. Ciśnienie atmosferyczne było w normie, ale moje własne ciśnienie usiłowało wywalić mi oczy z oczodołów. Wahałem się przez chwilę, czy nie zebrać dupy w troki i jednak nie pójść na przekór przeciwnościom losu. Ale doszedłem do wniosku, że gówno by było z tego treningu. Tym bardziej, że dziś miałem zaplanowaną najszybszą do tej pory jednostkę, 5 km w tempie bliskim 5:00.
Wieczorem? Matko, jak mi się wieczorem nie chciało. Ale przynajmniej łeb nie bolał, więc przypomniałem sobie wpis o mentalu. Po prostu:
Idź, nie pi**dol
No to poszedłem. Na dworze 4,5 st. C, więc szorty na dupę, HRM na klatkę, long sleeve, komin na szyję i łeb w trybie „babunia” i do boju.
Po 750 m rozgrzewki wstrzeliłem się pierwszymi metrami „piątki” idealnie w zielone światło. To był ZNAK (hehe). Starałem się trzymać +/- 5:00, ale jak czasem Garmin darł mordę, że 4:45 to za szybko – zwalniałem. Wiedziałem, że to moje tempo graniczne i jak przepalę się na pierwszych kilometrach, to na ostatnich zdechnę. Tak jak w 2019 na Biegu Ursynowa. Na pierwszych 2 km biegło się tak bardzo zajebiście, że na piątym musiałem zwolnić do spaceru i skończyło się na 27:36.
Tym razem szedłem jak wściekły. Każdy kilometr po 5:04. Czułem, że idę na limicie (być może gdyby nie złe samopoczucie od rana to miałbym większy zapas), ale znów odpalił się tryb „dajesz, dajesz, na połówce nie będzie łatwiej!”). Na ostatnich 400 metrach to nawet pod koniec przyspieszyłem, ale to tylko dlatego że się światła zmieniały xD. Efekt?
Życiówka na 5 km, myślę, że 25:15 to nie jest wynik, którego musiałbym się wstydzić. Tym bardziej, że zrobiony w zasadzie… przypadkiem. No dobra – trochę się przekomarzam. Znam moje aktualne tempa, wiedziałem jaki trening mam na dziś zaplanowany i liczyłem się z tym, jak to może się skończyć.

Ale za to w ramach swoistej promocji Garmin znów zmienił mi poziom progu mleczanowego. LT na 4:55 @ 162 bpm? Damn. 15 lat temu bym nie uwierzył, że będę wydolnościowo na takim poziomie. To już nie jest przypadkowe hobbystyczne bieganie – w miesiąc zdjąłem 10 sekund z LT. Przy trzymaniu tempa na zawodach sub2h na połówce nie będzie problemem. Dycha poniżej 50? Pokory mi nie brak, ale stawiam, że w kolejnym starcie. A sub25 na „piątkę”? No kurde, jakbym dziś kapeńkę docisnął, to by pękło. To będzie formalność.
Dzień zaczął się średnio, ale biegowo skończył bardzo przyjemnie. Garmin pokazał mi status „Zmęczenie” więc idealna pora, bo piątek i sobotę mam beztreningowe. Dobrego weekendu!