Header Banner

(5/41) Ależ mi się nie chce… Czyli bieganie to mental

Nie chce Ci się wyjść z domu? Rusz dupę. Na zawodach mental jest równie ważny jak nogi. Trenuj go.

Znacie takiego mema z Puchatkiem, „żeby mi się chciało tak jak mi się nie chce”? Łomatko, gdybym za każdy taki dzień, gdy totalnie nie miałem ochoty wychodzić pobiegać dostawał złotówkę, to… No dobra, może na sznurówki do Endorphinów by wystarczyło, ale wiecie o co chodzi.

Zawodowcy może tak nie mają (ale czuję, że i oni mogą), ale u amatorów to już codzienność. Zawsze jest co robić w domu! Youtube się sam nie obejrzy, a w ciepłej wannie byłoby dużo lepiej, niż w subzero i deszczu. W lecie jeszcze jak Cię mogę. Ciepełko w du… plecy grzeje, ładne dziewczyny w parkach. Ale w zimę? No nie chce mi się k***a i tyle!

I wtedy na białym konia wjeżdża on! MENTAL.

Mental – najważniejszy element układanki

Nie wiem jak dla Was, ale mnie znacznie większą satysfakcję przynosi sytuacja, gdy przemogę się i zrobię coś, na co totalnie nie miałem ochoty. W pojedynku „No i pobiegane” kontra „Jprdl, tak mi się nie chciało, a wyszło świetnie!” – wygrywa to drugie.

Tym bardziej, że wiem, jak bardzo mental będzie mi potrzebny w lutym w Wiązownej. Kurde, on już te 2,5 tygodnia temu pociągnął mnie po życiówkę do mety Biegu Niepodległości, jak złapałem kryzys na 6. kilometrze w moim pierwszym od 7 lat starcie w zawodach. Bez złudzeń – na „połówce” będzie dużo ciężej. I na jednym kryzysie się nie skończy. I wtedy to wielokrotne zagryzanie zębów i wychodzenie na zimną ulicę mimo iż tak bardzo się chce, przyniesie tak bardzo oczekiwany efekt.

Bo jak dla mnie to nogi, serce i płuca dużo łatwiej wytrenować, niż umysł. Ileż to razy na zawodach myślało się „nie dam rady!!!”. A ostatecznie ciało poniosło chyba siłą woli, bijąc życiówkę na 1 km na ostatnim kilometrze Biegu Niepodległości!

Szybkie interwały i LT coraz lepszy

Tekst niby o treningu, ale otagowałem jako rozkminy, bo to one zdominowały. Czwartki to w moim planie najszybsze jednostki w tygodniu, dziś 750 m rozgrzewki, potem 3*2 @5:00 z 3-minutową regeneracją i na koniec 7 minut schłodzenia. Na dworzu było niby chłodno, ale trust me – przy tym tempie szybko zrobiło się ciepło 🙂 Mental się przydał – jakoś mnie przytkało na drugiej „dwójce”. Ale ostatecznie Garmin zrobił mi niespodziankę – pułap progu mleczanowego spadł… a może wzrósł… kurde, poprawił się 🙂 na 5:00 przy 161 bpm. Podobno zajebisty jest jak na mój wiek. Do tego masa spadła poniżej 74 kg po raz pierwszy od niepamiętnych czasów. Jest dobrze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *