Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124

Miała być lajtowa regeneracja. A ja przypadkiem wszedłem na Śnieżkę.
Czy nosi mnie, żeby znów założyć biegowe buty? Ku mojemu zdziwieniu tylko trochę. Ciekawe, ile z tego mogę zrzucić na Garmina, który od 8 dni pokazuje mi „stan wytrenowania: zmęczenie”, a ile tego, że trochę – hmmm – przesadziłem podczas kilkudniowego wypadu regeneracyjnego 😉
Musiałem wykorzystać do końca lutego zaległy urlop w robocie, a że i tak 22/02 „trochę” podmęczyłem organizm, wybrałem się do Karpacza. Tak sobie pomyślałem, że trochę pochodzę po górach, trochę posaunuję, nigdzie nie będę się spieszył, powdycham świeżego powietrza… Prawie się udało.
Słowo daję, że nie planowałem wchodzić na Śnieżkę. No nie w regeneracji, nie zimą! No ale najpierw wybrałem się na Sowią Przełęcz, z założenia krótki spacerek. Tylko, że jak wlazłem na górę, przełażąc przez multum łat litego lodu (na dole było +10, ale im wyżej i im więcej cienia, tym gorzej), pomyślałem, że złażenie tamtędy jest głupim pomysłem. Pójście na przełęcz Okraj też jest głupie, bo przecież:
stamtąd będę szedł 2 godziny do Karpacza
No. To poszedłem 4 km na Śnieżkę. Nie mogłem jej ominąć dołem (bo ten szlak zamykany jest w zimę ze względu na zagrożenie lawinowe). No to wlazłem na nią (mówiłem – przypadkiem) i ruszyłem w dół do górnej stacji wyciągu na Kopę. No i spoko. Byłem tam o 16.27, ostatni kurs o 16.
Styknie? No nie. Przede mną 3 km zejścia, w co najmniej 60% wypełnionego – werble – litym lodem! To, że wypier*** się na nim i zjechałem ponad 100 metrów na dupie i plecach tylko raz, to fenomen. Dodajmy do tego spacer na dworzec, pociąg do Jeleniej Góry, tam szybki spacer, żeby zdążyć na standup, szybki powrót na ostatni pociąg i już w Karpaczu 2,5 km do hotelu… Mamy ostatecznie prawie 36 tys. kroków, a następnego dnia oba pośladkowe krzyczące:
Cóżeś nam uczynił!
i łydki mamroczące pod nosem:
Mają chłopaki rację…
Średnio trochę jak na regenerację.

No ale do biegania wrócę. Prędzej niż później. Może od wtorku – ale raczej od czwartku. Cel na ten sezon widzicie powyżej:
Na obu tych dystansach zamierzam pobić życiówki, a pewnie i na pomniejszych (1 km i 1 mila) pobiją się przy okazji. Półmaraton? Rozważam nocny Praski we wrześniu, ale na sub 1h55m chcę się porwać raczej za rok w Warszawskim (może kolejna zima będzie jednak łagodniejsza do treningów).
A na razie tylko: Garminie, uprzejma prośba. Weź już wykasuj to zmęczenie, co? Bo źle się z tym czuję.
Dzięki.
