Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124

897 kilometrów, 92 treningi, 242 dni. Przede mną ostatni krok.
897,1 km, z rekordowym grudniem (153 km). 92 treningi (z czego 39 stricte do półmaratonu). Życiówki na pięciu dystansach. Biegałem nie tylko w Warszawie, ale i w Rzeszowie, Poznaniu, Rennes i Reykjaviku. 242 dni (7 miesięcy i 28 dni) przygotowań. To wszystko już za mną. Za 48 godzin będę miał już za sobą cel, do którego to wszystko zmierzało. 46. Półmaraton Wiązowski. Jego metę.
Ten wpis musiał być refleksyjny. Gdyby ktoś w maju 2025 powiedziałby mi, że za 8 miesięcy będę bez większego cierpienia biegał półmaratony i niebawem szykował się do zamknięcia 1000 biegowych kilometrów, powiedziałbym, że zwariował.
Synu – dziękuję. Gdyby nie Ty, gdyby nie Twój impuls – nie byłoby mnie tutaj.
Nie wymienię Twojego imienia, bo nie wymieniam Waszych imion w sieci. Ale wiesz, że to o Ciebie chodzi. Szkoda, że Ty odpuściłeś, szkoda, że nie biegniemy w niedzielę razem. Ale cieszę się, że ja jestem tu, gdzie jestem. Że przetrwałem błoto, śnieg, zaspy, gołoledź – generalnie treningi w najgorszą zimę od półtorej dekady, która akurat teraz musiała się trafić! Że – po wieloletniej przerwie – pokochałem bieganie znacznie bardziej, niż kiedyś.
Początkowo planowałem wystartować miesiąc później, w Warszawie. Ale gdy zobaczyłem, że 46. Półmaraton Wiązowski idzie dokładnie w moje 50. urodziny – decyzja była oczywista. Nie ma przypadków. Tzn. są, ale nie w takiej sytuacji. To był ZNAK. Już od dawna marzyłem, żeby przebiec „połówkę” przed 50. urodzinami. A że urodziłem się po godz. 22 – znaczy się, że zdążę 🙂
I zdecydowałem, że zrobię sobie taki prezent na urodziny. Taki na wielu płaszczyznach: żeby udowodnić sobie, że potrafię; żeby pokazać synom, że to, że zostanę „seniorem 50+” nic nie znaczy; no i last, but not least, żeby zadbać o własne zdrowie. Jeszcze ze 2-2,5 roku temu ważyłem blisko 100 kg. Teraz – mimo, że nie dbam o żadną dietę, jem to co lubię, po prostu nie obżeram się jak świnia – jestem blisko zejścia poniżej 70. Czuję się tak dobrze, jak nie czułem się od lat. Może nawet nigdy?
Najważniejszy prezent – zdrowie – już sobie dałem. A wynik na mecie to tylko konsekwencja przygotowań. Programu treningowego, który rozpisał mi tak wyśmiewany przez wielu „Chat GPT”. Najpierw uczyłem go mojego profilu biegacza „karmiąc” screenami z Huawei Watcha, potem – wprowadzając już w życie ustalony program – potwierdzałem jego realizację i tuningowałem już na bazie tcx’ów z Garmina.
Wydajność rosła, próg mleczanowy się poprawiał, pułap tlenowy rósł, a ja byłem w szoku, że easy, które w czerwcu biegałem na 7:15 z tętnem powyżej 170, nagle zacząłem robić na 5:45 poniżej 140 bpm. Nie przewidziałbym, że facet, który za dwa dni będzie miał 50 lat może robić taki progres!
A dzisiejszy trening? Był i tyle. 3 kilometry i 4 przebieżki to nie jest coś, nad czym trzeba się rozpisywać. On musiał być, żeby organizm nie zapomniał, co zacznie się za 22 godziny (a za 24 skończy).
Teraz tylko wdrożyć w niedzielę zaplanowaną taktykę, pilnować tempa, słuchać swojego organizmu i wbiegnięciem na metę postawić kropkę nad i. Wynik? Wynik będzie dobry. W końcu Garmin dalej twierdzi, że przygotowanie jest „Szczytowe” 🔥