Header Banner

(39/39) Został ostatni krok…

897 kilometrów, 92 treningi, 242 dni. Przede mną ostatni krok.

897,1 km, z rekordowym grudniem (153 km). 92 treningi (z czego 39 stricte do półmaratonu). Życiówki na pięciu dystansach. Biegałem nie tylko w Warszawie, ale i w Rzeszowie, Poznaniu, Rennes i Reykjaviku. 242 dni (7 miesięcy i 28 dni) przygotowań. To wszystko już za mną. Za 48 godzin będę miał już za sobą cel, do którego to wszystko zmierzało. 46. Półmaraton Wiązowski. Jego metę.

Ten wpis musiał być refleksyjny. Gdyby ktoś w maju 2025 powiedziałby mi, że za 8 miesięcy będę bez większego cierpienia biegał półmaratony i niebawem szykował się do zamknięcia 1000 biegowych kilometrów, powiedziałbym, że zwariował.

Synu – dziękuję. Gdyby nie Ty, gdyby nie Twój impuls – nie byłoby mnie tutaj.

Nie wymienię Twojego imienia, bo nie wymieniam Waszych imion w sieci. Ale wiesz, że to o Ciebie chodzi. Szkoda, że Ty odpuściłeś, szkoda, że nie biegniemy w niedzielę razem. Ale cieszę się, że ja jestem tu, gdzie jestem. Że przetrwałem błoto, śnieg, zaspy, gołoledź – generalnie treningi w najgorszą zimę od półtorej dekady, która akurat teraz musiała się trafić! Że – po wieloletniej przerwie – pokochałem bieganie znacznie bardziej, niż kiedyś.

46. Półmaraton Wiązowski na urodziny

Początkowo planowałem wystartować miesiąc później, w Warszawie. Ale gdy zobaczyłem, że 46. Półmaraton Wiązowski idzie dokładnie w moje 50. urodziny – decyzja była oczywista. Nie ma przypadków. Tzn. są, ale nie w takiej sytuacji. To był ZNAK. Już od dawna marzyłem, żeby przebiec „połówkę” przed 50. urodzinami. A że urodziłem się po godz. 22 – znaczy się, że zdążę 🙂

I zdecydowałem, że zrobię sobie taki prezent na urodziny. Taki na wielu płaszczyznach: żeby udowodnić sobie, że potrafię; żeby pokazać synom, że to, że zostanę „seniorem 50+” nic nie znaczy; no i last, but not least, żeby zadbać o własne zdrowie. Jeszcze ze 2-2,5 roku temu ważyłem blisko 100 kg. Teraz – mimo, że nie dbam o żadną dietę, jem to co lubię, po prostu nie obżeram się jak świnia – jestem blisko zejścia poniżej 70. Czuję się tak dobrze, jak nie czułem się od lat. Może nawet nigdy?

Jeden prezent już jest

Najważniejszy prezent – zdrowie – już sobie dałem. A wynik na mecie to tylko konsekwencja przygotowań. Programu treningowego, który rozpisał mi tak wyśmiewany przez wielu „Chat GPT”. Najpierw uczyłem go mojego profilu biegacza „karmiąc” screenami z Huawei Watcha, potem – wprowadzając już w życie ustalony program – potwierdzałem jego realizację i tuningowałem już na bazie tcx’ów z Garmina.

Wydajność rosła, próg mleczanowy się poprawiał, pułap tlenowy rósł, a ja byłem w szoku, że easy, które w czerwcu biegałem na 7:15 z tętnem powyżej 170, nagle zacząłem robić na 5:45 poniżej 140 bpm. Nie przewidziałbym, że facet, który za dwa dni będzie miał 50 lat może robić taki progres!

A dzisiejszy trening? Był i tyle. 3 kilometry i 4 przebieżki to nie jest coś, nad czym trzeba się rozpisywać. On musiał być, żeby organizm nie zapomniał, co zacznie się za 22 godziny (a za 24 skończy).

Teraz tylko wdrożyć w niedzielę zaplanowaną taktykę, pilnować tempa, słuchać swojego organizmu i wbiegnięciem na metę postawić kropkę nad i. Wynik? Wynik będzie dobry. W końcu Garmin dalej twierdzi, że przygotowanie jest „Szczytowe” 🔥

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *