Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124

Ostatni trening w 2025 - pora podsumowań.
675 kilometrów… Na cały rok to byłby wynik bez przesadnego szału, ale biorąc pod uwagę, że do biegania wróciłem w czerwcu (i wtedy byłaby to bardziej walka o życie) to myślę, że jest lepiej, niż spoko. Biegowo to był świetny rok. A kolejny będzie w każdej materii lepszy.
Podsumowując to, co wybiegałem w 2025 roku to przyznam, że w szoku jestem. Gdy syn namówił mnie do powrotu do biegania, powiedziałem sam sobie:
Spoko, coś tam pobiegam, ale tyle lat minęło… Życiówka na 10 km może czuć się bezpieczna.
Oj nie… Bo jak się okazało, za mną jest
10 km – 50:38 (o 42 sekundy, poprawione po 13 latach!)
5 km – 24:40 (nie pamiętam ile miałem, ale bliżej 28:00 – ostatnie zawody jaki pamiętam to ponad 26′ wykręciłem)
1 km – 4:30.9 (walcząc o życie na ostatnim km Biegu Niepodległości)
HM – 2:04:46 w debiucie w gołoledzi
no i na koniec Najdłuższy bieg – 21.1 km
No sami powiedzcie, czy nie rozjebałem? Do tego jeszcze VO2max na poziomie 49 (w przyszłym roku będzie mnie klasyfikował jako Elite, hehe) i próg mleczanowy 4:53 przy 160 bpm (a nie powiedziałem ostatniego słowa, oj nie!). Żeby nie było – pokory mam aż nadto. Ale nie zmienia to faktu, że cieszę się z moich wskaźników wydolnościowych, jestem nimi zszokowany i cholernie dumny z siebie. Mam. Prawie. 50. Lat! To nie są wskaźniki pierwszego lepszego 50-latka.
Mam wrażenie, że po prostu musiałem dojrzeć do biegania. Że życie musiało mi tak dać w ryj, żeby cholernie potrzebował czegoś do kompensowania stresu, do generowania serotoniny i endorfin. Tego akurat jestem pewien – gdyby nie bieganie, to… cóż, wzbogacałbym już od początku jesieni przemysł farmaceutyczny. A tak – moje życie w sporej części toczy się w rytm treningów. Tylko mogłoby kurła być trochę cieplej. Zimo, wyp… idź sobie!
Albo przynajmniej zawieje śnieżne mogłyby się dziać poza godzinami mojego biegania. Dzisiejszy, ostatni w 2025 roku trening, i tak skróciłem, bo wciąż delikatnie (tak 2,5/10) czuję uda po sobotniej połówce. A ponieważ mądry biegacz nie kieruje się ego i instagramem tylko reakcjami organizmu, urwałem 2 km z planu i sprinty po pierwsze nieco spowolniłem, po drugie zaś – z 4*200 m zrobiłem 3*100.
Bieganie w śniegu jest w sumie spoko, bo to białe gówno przykrywa asfalt i nie jest ślisko. Ale niestety to białe gówno przykrywa asfalt i nie widać dziur, więc jutro się przekonam, czy skręciłem prawy staw skokowy jak mi się stopa do środka zawinęła, czy jednak (znowu) mam szczęście. No i jak to Ty poruszasz się szybciej, gdy śnieg wali ci centralnie w ryja, a tym z naprzeciwka w tył głowy, to widząc Cię delikatnie się rozsuną, bo zdadzą sobie sprawę z tego, że możesz ich nie zauważyć.
Spoko było. Za mną dobry rok, mam nadzieję, że za Wami. A w przyszłym? W przyszłym chcę poprawić te wszystkie życiówki, które wcześniej wymieniłem. Zaczynam 22/02 we Wiązownej. A Sylwestra cziluję. Telefon precz, dystraktory precz. Totalne odcięcie.
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.
