Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124

Organizm powiedział: "stop!". Miał być trening - był reset.
Poddałem się. Po raz pierwszy od czerwca. Po prostu nie wyszedłem na trening. Czy po tylu sytuacjach, gdy mimo przeciwności losu się przełamywałem, po tylu powtarzanych jak mantra: „wymówki są dla słabych!” wychodzę na hipokrytę? Nie. Tego dnia po prostu organizm powiedział mi: „Robisz RESET! Bez dyskusji”.
Przez te pół roku od powrotu do biegania dorosłem do pewnego podejścia. Otóż:
Mądre trenowanie to nie bezmyślne łupanie kilometrów. Mądre trenowanie to słuchanie swojego organizmu.
A wczoraj, choć serce krzyczało: „Biegniemy!!!”, rozum mówił: „Nie. Mordo, nie. Nie dziś”.
Po prostu wszystkiego zgromadziło się za dużo.
Pilnowanie programu – tak. Pilnowanie programu na siłę – absolutnie nie.
Jeśli się jeszcze wahałem, to moment, w którym położyłem się „na chwilę”, by dwie godziny później z trudem wstać z łóżka po półgodzinnej drzemce, rozwiał wszelkie wątpliwości. Bieganie wczoraj byłoby pomysłem na wskroś złym.
Jeśli podchodzimy poważnie do biegania, nie możemy o tym zapominać. Gdybym wczoraj wybrał bieganie, a nie reset – tylko bym na tym stracił. Dalszy ciąg dnia tylko to potwierdził. O ile dobrze pamiętam, to ok. 16.30 wszedłem do wanny. Kindle, telefon, jakieś dopaminowe gierki. I tylko dolewałem gorącej wody. Do momentu, aż nie spojrzałem na zegarek i nie zobaczyłem, że już jest po 21. Aż dziwne, że nie wyszedłem pomarszczony.
Potem ok. 22 spać, obudziłem się na chwilę ok. 4, by w końcu wstać na dawno nie słyszany budzik, o 7.30. Co na to Garmin? Jakość snu – 95, a HRV (to mnie najbardziej interesowało) wywaliło na 59. Co do zasady im wyższe tym lepsze, ale chyba nigdy nie miałem tak wysokiego. Dlaczego tak? Zrobiłem mały research i – tak na chłopski rozum – HRV w takiej sytuacji zachowuje się jak… piłeczka. Gdy totalna rozpierducha w układzie nerwowym przyciśnie ją do ziemi, ona potem rozpręęęężżżaaaaa się i leci w górę jak szalona. Ponoć HRV 59 po tak słabym dniu to dowód na to, że mój organizm się kompleksowo ogarnął.
I na to, że czasami brak treningu może okazać się dużo lepszym pomysłem, niż uporczywe trzymanie się planu. Wracam w czwartek, jak gdyby nigdy nic. Jeśli będzie zimno – dam szansę bieżni na siłowni, choć trochę mnie to przeraża, bo 10 km na siłce to dla mnie jak HM na pustyni.