Header Banner

Pan ma tera relaks…

Miała być lajtowa regeneracja. A ja przypadkiem wszedłem na Śnieżkę.

Czy nosi mnie, żeby znów założyć biegowe buty? Ku mojemu zdziwieniu tylko trochę. Ciekawe, ile z tego mogę zrzucić na Garmina, który od 8 dni pokazuje mi „stan wytrenowania: zmęczenie”, a ile tego, że trochę – hmmm – przesadziłem podczas kilkudniowego wypadu regeneracyjnego 😉

Musiałem wykorzystać do końca lutego zaległy urlop w robocie, a że i tak 22/02 „trochę” podmęczyłem organizm, wybrałem się do Karpacza. Tak sobie pomyślałem, że trochę pochodzę po górach, trochę posaunuję, nigdzie nie będę się spieszył, powdycham świeżego powietrza… Prawie się udało.

Przypadkowy spacer na… Śnieżkę

Słowo daję, że nie planowałem wchodzić na Śnieżkę. No nie w regeneracji, nie zimą! No ale najpierw wybrałem się na Sowią Przełęcz, z założenia krótki spacerek. Tylko, że jak wlazłem na górę, przełażąc przez multum łat litego lodu (na dole było +10, ale im wyżej i im więcej cienia, tym gorzej), pomyślałem, że złażenie tamtędy jest głupim pomysłem. Pójście na przełęcz Okraj też jest głupie, bo przecież:

stamtąd będę szedł 2 godziny do Karpacza

No. To poszedłem 4 km na Śnieżkę. Nie mogłem jej ominąć dołem (bo ten szlak zamykany jest w zimę ze względu na zagrożenie lawinowe). No to wlazłem na nią (mówiłem – przypadkiem) i ruszyłem w dół do górnej stacji wyciągu na Kopę. No i spoko. Byłem tam o 16.27, ostatni kurs o 16.

Styknie? No nie. Przede mną 3 km zejścia, w co najmniej 60% wypełnionego – werble – litym lodem! To, że wypier*** się na nim i zjechałem ponad 100 metrów na dupie i plecach tylko raz, to fenomen. Dodajmy do tego spacer na dworzec, pociąg do Jeleniej Góry, tam szybki spacer, żeby zdążyć na standup, szybki powrót na ostatni pociąg i już w Karpaczu 2,5 km do hotelu… Mamy ostatecznie prawie 36 tys. kroków, a następnego dnia oba pośladkowe krzyczące:

Cóżeś nam uczynił!

i łydki mamroczące pod nosem:

Mają chłopaki rację…

Średnio trochę jak na regenerację.

Cel na 2026? Warszawska Triada Biegowa

No ale do biegania wrócę. Prędzej niż później. Może od wtorku – ale raczej od czwartku. Cel na ten sezon widzicie powyżej:

  • Bieg Konstytucji 3. Maja (5 km)
  • Bieg Powstania Warszawskiego (5 lub 10, pomyślę nad tym jeszcze)
  • Bieg Niepodległości (10 km)

Na obu tych dystansach zamierzam pobić życiówki, a pewnie i na pomniejszych (1 km i 1 mila) pobiją się przy okazji. Półmaraton? Rozważam nocny Praski we wrześniu, ale na sub 1h55m chcę się porwać raczej za rok w Warszawskim (może kolejna zima będzie jednak łagodniejsza do treningów).

A na razie tylko: Garminie, uprzejma prośba. Weź już wykasuj to zmęczenie, co? Bo źle się z tym czuję.

Dzięki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *