Header Banner

(13, 14/41) Dużo pracy, buty pod choinkę, LT coraz lepszy

Tym razem dwa treningi na raz, nie spodziewałem się, że zdarzy się tak, że nie damy rady zrobić wpisu. Praca zawodowa to jednak priorytet, a przed świętami dzieje się sporo. Tyle dobrego, że zdążyłem sobie zamówić pod choinkę nowe buty.

Tego zakupu akurat nie planowałem, ale przez pół roku od powrotu do biegania nauczyłem się słuchać swojego ciała. Ono podczas niedzielnego longa dało mi subtelny znak, gdy kilka razy lądując na pięcie poczułem rezonowanie przez całe ciało w kościach czaszki. Od razu mi się lampka zaświeciła, ale pomyślałem, że poczekam jeszcze do kolejnego treningu, by się upewnić. No i się upewniłem. To samo. A skoro tuptanie czujesz w czaszce to znaczy, że pianka mówi: „Nara!”, a jeśli nie chcesz kontuzji to pora udać się na zakupy.

Buty na 7 lat i… 600 kilometrów

Nie, to nie znaczy, że robiłem poniżej 100 km rocznie. No bez jaj – stówę to ja w 3 tygodnie zaliczam. Po prostu kupiłem moje wysłużone SolarBoosty w sierpniu 2018 a potem nagle zrobiłem sobie długą przerwę, a ostatnie setki km nabijały się od czerwca. Na Saucony Endorphin nie przerzucę się na dobre – to jednak są startówki + buty na szybkie treningi (raz w tygodniu). Ostatecznie mój wybór padł na Pumy Velocity Nitro 4. Dobrze zamortyzowana treningówka na asfalt, lekka, z dobrym gripem, biorąc pod uwagę, że trenuję na grubo w zimie. No i cena. Na stronie Pumy sześć stów bez złotówki, a ta sama Puma na Allegro – za 386 PLN. Biorąc pod uwagę, że przy moim kilometrażu to one mi do lata nie starczą – decyzja mogła być tylko jedna. Bo za taki hajs to deal breaker/no-brainer jest.

Mają przyjść w sobotę, ale wezmę je dopiero na longa tydzień później. Bo w pewnym sensie ten zakup z nieba mi spadł – zapakuję, wrzucę pod choinkę i przynajmniej Junior nie będzie się dziwił, że tacie Mikołaj niczego nie przyniósł ❤️.

24 treningowe kilometry i LT znów lepsze

Nie będę znów pisał jak bardzo mi się nie chciało wstawać i wychodzić we wtorek i we czwartek. No nie chciało się i do wiosny się to nie zmieni. Wtorek to spokojna dycha i na koniec 4*200 @ 4:30 / 90″. Spoko było, acz na ostatnim 1,5 km mocniej poczułem lewe udo, a na cooldownie w końcówce bardziej kuśtykałem, niż truchtałem. Mam nadzieję, że mój zaprzyjaźniony physio w końcu znajdzie dla mnie trochę czasu, bo to jedyne co mi może przeszkodzić w lutowej „połówce”.

Dziś za to szybka jednostka, więc w Endorphinach i bez stresu o słabszą amortyzację. 3*3km @ 5:20, tempo każdego kilometra trzymane wzorcowo niemal co do sekundy. Fajnie mi się biegło, pierwszy interwał na oddechy 4-4, drugi na 3-3, a trzeci… tak, zgadliście. Na 2-2. Tętno pod kontrolą, żadnych niekontrolowanych dryfów, a na koniec niespodzianka od Garmina – LT poprawiło się na 4:53 @ 160 bpm. Znaczy się mój organizm przestaje sobie radzić z utylizacją produkowanego kwasu mlekowego dopiero, gdy biegnę 4:53/km, a taki wysiłek wywołuje u mnie zaledwie 160 uderzeń serca na minutę. Dobre staty jak na prawie 50-latka. Garmin i CoachGPT 😉 sugerują mi strzał w Wiązownej w 1h50m, ale ja jestem pokorny. Obecny plan to PacePro w Garminie na 1h57m30s a na trasie na drugiej połowie dystansu mogę sobie update’ować.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *