Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124

Kiedyś 10 km/h to był mój peak biegowy. Teraz to... tempo długiego wybiegania. Płakać nie będę :)
Kiedy te kilkanaście lat temu zaczynałem biegać, hasłem-kluczem było TEMPO. Mój guru Krzysiu mówił, że mam absolutnie pilnować tempa, to że nie za wolno to jeszcze rozumiałem, ale też… nie za szybko! Tymczasem to jeden z głównych błędów biegowych neofitów. Po latach to do mnie dotarło. I teraz biegam szybciej dlatego, że… no samo mi się tak robi.
Długie wybieganie. Najczęściej w weekendy, bo wtedy mamy czas. Przyzwyczajamy organizm do długotrwałego wysiłku na relatywnie niskim tętnie. Budujemy wytrzymałość tlenową – w przygotowaniach do biegów długodystansowych to niesamowicie ważny aspekt. To jest właśnie ten czas, gdy biegamy…
Generalnie ma to być takie tempo, żebyśmy sobie mogli na spokojnie gadać z kimś biegnącym obok (nie bez przyczyny określa się je mianem tempa konwersacyjnego). W moim przypadku na początku, w czerwcu, long easy biegałem na jakieś 6:50-7:15 minut na kilometr. To długie wybieganie jest upierdliwe diabelnie, bo mózg mówi:
Dawaj mordo!
a Ty musisz się zmuszać, żeby było wolniej. Żeby tętno trzymało się w okolicach 130-140 uderzeń na minutę. Tylko co zrobić, gdy w kolejnych miesiącach naprawdę nie umiesz tak wolno (!), tempo rośnie, a HR dalej poniżej 140 bpm? Cóż – brawo, właśnie zbudowałeś/aś formę. Twój organizm wyćwiczył się i potrafi dać z siebie więcej niż kiedyś przy niezmienionym stresie dla ciała (serca, płuc, układu krwionośnego itd.). Jak dla mnie – zajebiście!
Wczoraj wyjątkowo potrzebowałem tego dłuuugiego wybiegania. Wyczerpujący nieco weekend i bardzo nerwowa końcówka. Musiałem wyczyścić umysł i leciałem po prostu przed siebie. Jakoś tak mnie poniosło w dół Skarpą Warszawską, potem poleciałem nad Wisłą na Pragę i wróciłem do „cywilizacji” 😉
To był znakomity wybór. W sensie najpierw ostro w dół, a potem powoli do góry. Gdybym biegł odwrotnie to na ostatnich 2-3 km uchetałbym się jak świnia idąc ostro Tamką pod górę. A tak to pilnowałem się, żeby nie biec w dół jak dzik, a podbieg się rozłożył na dużo więcej kilometrów. Efekt? W zasadzie żadnego dryfowania tętna.

No i na koniec średnia 6:02 na przeszło 14 km. Nawet przy mojej świadomości tego, że forma regularnie rośnie mi jak głupia i wskaźniki wydolnościowe absolutnie nie dają mi prawie 50 lat, świadomość, że moje easy przez 5 miesięcy z groszami weszło mi na 5:55-6:05 to jakieś wariactwo jest! Serio serio – biegłem sobie te 14 kilosów i nie czułem zmęczenia.
Chat GPT mówi, że mam życiową formę. To to akurat Półmaraton Wiązowski pokaże, ale faktycznie – czuję się ze sobą i moimi wynikami naprawdę dobrze. Czego i Wam życzę.