Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124
Physical Address
304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124

Jeszcze tylko niedzielne długie wybieganie i zacznie się hardkor. BRING IT ON!!!
Dziś znowu krótko, bo nie mam klimatu na rozkminy. Ostatnio mam ciężkie dni i tak naprawdę mentalnie rytm mojego życia wyznacza oczekiwanie na kolejny trening.
To nie jest blog psychologiczny, więc oszczędzę Wam szczegółów. Dość, że nie mogłem się doczekać dzisiejszego treningu, by „wybiegać” wszystkie złe myśli. A łatwo nie było, bo akurat dziś rano nie mogłem biegać. Dzień był trudny do spięcia logistycznie, bo o 8 rano musiałem być na zdjęciach a na 16 miałem zaplanowaną świąteczną integrację jednej z dwóch „moich” ekip. Trening więc rano odpadał, ale na szczęście zdjęcia udało się ogarnąć na tyle szybko, że wpadłem do domu jak po ogień (Bogu dzięki za służbowego elektryka, w korkach jazda buspasami znacząco usprawnia egzystencję), przebrałem się i ruszyłem na trasę.
Dziś wyzwanie było spore, bo 500 m rozgrzewki, potem 6*1 km @5:00 / 90″ i 750 m cooldownu. Tak naprawdę to trochę sobie skróciłem pierwszy i ostatni etap, każdy o 250 m, bo nie chciało mi się tyle biegać, a akurat rozgrzewka i cooldown to bez strat.
W trakcie wyszło też, że skróciłem sobie pierwszą regenerację, bo na Garminie wyskoczyło mi ostrzeżenie przed spadkiem ciśnienia atmosferycznego i jak zwykle próbując je usunąć… skończyłem regenerację po 8,5 sekundy. Damn. Ktoś wie, którym guzikiem się to gunwo usuwa? Ale nic to – potem poszło jak złoto, każdy kilometr w granicach 5:00. W zasadzie każdy poniżej, z wyjątkiem drugiego, gdy chwila minęła zanim się zorientowałem, że to już nie jest regeneracja.
Tak, czy siak – biegło się dobrze. Może z wyjątkiem węższych chodników, gdzie piesi oczywiście musieli k**wa iść całą szerokością i skończyło się tym, że dwóch oberwało z łokcia. Delikatnie, nie po złości – po prostu musiałem się przepchać. Ale inna sprawa, że takie łażenie jak po własnej wsi bez zwracania uwagi na innych strasznie mnie triggeruje.
A sam trening spoko. 1/4 przygotowań za mną, 3/4 przede mną. Jeszcze tylko niedzielny easy long i wchodzę w tygodnie 5-8, z jeszcze większymi obciążeniami. Czy się boję? Oh come on, bring it on! Mordo, ja buduję formę na sub1h55m na połówkę. Ja się nie boję – ja ŁAKNĘ WPI**DOLU na trasie! Bo każde dobiegnięcie zdyszanym do domu buduje moją formę!!!
