Header Banner

(10/41) „Dzień dobry, biegaczu!”

Dziś bardzo krótko, bo dużo roboty w robocie, tej zawodowej. Ale trening trzeba było zrobić i nawet pobudka o 6:15 nie bolała. Tym bardziej, że na koniec dostałem boosta na poprawę humoru 🙂

Powoli zaczynam się przyzwyczajać do tych porannych pobudek. Wtorek jest najgorszy, bo wtedy muszę wcześniej wychodzić z pracy, do tego jednostka treningowa +/i 11 km – więc pobudka niewiele po godz. 6. Dziś jednak – mimo niewiele ponad 6 godzin snu – dało radę. Pogoda trochę pomogła. Czy raczej temperatura, bo na zewnątrz było ciemno jak w dupie. 9,5 st. C? Zajebiście, nawet deszcz nie mógł mi popsuć humoru.

I nie popsuł mi go nawet pan w starym BMW z indywidualnymi tablicami, który po tym jak bardzo niechętnie wyhamował przed pasami na które wtruchtałem (podczas 90 sekund regeneracji po pierwszej przebieżce) otworzył okno i krzyknął za mną:

Nie wbiega się na pasy!

Moooordo… Serio? No rozbawił mnie. Ale! Dobiegłem do końca trening (500 m rozgrzewki, 9 km easy (+/- 5:00), 3 przebieżki po 100 m/90″) nieprzesadnie zmęczony, gdy tuż pod domem mijała mnie dwójka skrzatów idących do pobliskiego przedszkola. Spojrzałem na nich, jeden spojrzał na mnie i z uśmiechem na jaki stać tylko takiego malucha, powiedział:

Dzień dobly, biegacu!

Zrobił mi cudny humor na cały dzień. Od tamtej pory minęło prawie 6 godzin, a ja ciągle się do siebie uśmiecham. No i – oczywiście – też powiedziałem młodzieńcowi: „Dzień dobry!”.

Piękny dzień.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *